Kategorie
Bez kategorii

Bieszczadzkie Anioły

TARNICA

Siedem celów.
Siedem lat.
Złotówek siedem zapłacić trzeba.
Na szczyt to taka droga, podróż szczytna jest.
I skąpa moja myśl jest biedna.
Że jak to, matka ziemia, ojciec góra, daniny chcą.
A jakim prawem? A nic to, płacę idę dalej.
Sumienie też ruszyło, jak niski to jest datek.
Jak niskie myśli me, jak dzielić chciałbym umieć.
Pomóc miałem, nie umiałem.
Znowu w zamian czegoś chciałem.
Inna próba z szesnastu i trzynastu dana jest.
Po sumie, mojej drogi liczbą jest.
To najtrudniejsza praca w życiu.
Praca nad samym sobą.
A matka ziemia, ojciec góra dobrocią mnożą mi.
Nic w zamian nie oczekując.
Dla tego miejsca wielki ukłon.
Tong Tong.
Tong Tong.
Niezwyciężony rzekł.

HALICZ

  • ale tu ślicznie, prawda ?
  • o tak.
  • zrobisz mi zdjęcie z moją laską ?
  • hi, hi, tak, tak.
  • przynajmniej samotny z nią nie czuję się…
    I czemuś znowu nie zagadał.
    Jej piękny orli nos.
    Jej piękny włosu bląd.
    I piękna … jej.
  • o tak, jej wdzięku urok zgubił mnie.
    Tak zapragnąłem …
  • wąż zgubił.
    Ze sobą samym pogadałm znów.

WETLINA

Szary ludzik, w szarej czapeczce.
Po połoninie wędruje.
Choć na gitarze grać nie umie.
Wiatr mu na garnku dobrze duje.
Bączki po ścieżkach nisko chodzą.
Pszczółki, motyle wesoło fruną.
Nie straszne im wysokie tony muzyki tej.

Dodaj komentarz

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij