Why are You doing this to me
Looking so beautiful
The golden color of Your hair
Every day different style
Wavy ones
Topknot
A plait
And a ponytail
Even change in one day
Favorite mine
Dissolved mane
You’re the Queen 👸
Please tame me!
I’m a little Fox
I will learn You
What’s most important
That acts too often neglected
A tame
And a rites
We will share a present of a secret
What is essential is invisible to the eye
The weath fields colour will bring me back the thought of You
And I shall love … to listen to the wind in the wheat …
My little Princess 👸
Illusions are that what you think about
What you are afraid about
And what you dream
So, was that illusion?
Am I fox or rather you?
Gave me your magick tricks
I almost touch your face
But not allowed to tame you
Jenefer smile
Dry dogwood blossomed
Dear Tau don’t fall in love, now
Illusion Aguara 🐺


Faktycznie powiał wiatr, nagle i gwałtownie. A Jaskier przestał grać. I westchnął
głośno.
Wiedźmin odwrócił się.
Stała w wejściu do alejki, pomiędzy pękniętym cokołem nierozpoznawalnego posągu
a splątanym gąszczem zeschłego derenia. Wysoka, w obcisłej sukni. Z głową o szarawym
umaszczeniu, właściwym bardziej korsakom niż lisom srebrnym. Ze szpiczastymi uszami i
wydłużonym pyskiem.
Geralt nie poruszył się.
– Zapowiedziałam, że przyjdę. – W pysku lisicy zalśniły rzędy kłów. – Pewnego dnia.
Dziś jest ten dzień.
Geralt nie poruszył się. Na plecach czuł znajomy ciężar obu swych mieczy, ciężar,
którego brakowało mu od miesiąca. Który zwykle dawał spokój i pewność. Dziś, w tej chwili,
ciężar był tylko ciężarem.
Przyszłam… – Aguara błysnęła kłami. – Sama nie wiem, po co przyszłam. By się
pożegnać, może. Może by jej pozwolić pożegnać się z tobą.
Zza lisicy wyłoniła się szczupła dziewczynka w obcisłej sukience. Jej blada i
nienaturalnie nieruchoma twarz wciąż jeszcze była na wpół ludzka. Ale chyba jednak już
bardziej lisia niż ludzka. Zmiany zachodziły szybko.
Wiedźmin pokręcił głową.
Wyleczyłaś… Ożywiłaś ją? Nie, to niemożliwe. A więc ona żyła tam, na statku. Żyła.
Udawała martwą.
Aguara szczeknęła głośno. Potrzebował chwili, by pojąć, że to był śmiech. Że lisica
się śmieje.
Niegdyś mogłyśmy bardzo wiele! Iluzje magicznych wysp, tańczące na niebie
smoki, wizje potężnej armii, zbliżającej się do murów miasta… Niegdyś, dawniej. Teraz świat
się zmienił, nasze zdolności zmalały… a myśmy skarlały. Więcej w nas z lisic niż z aguar. Ale
wciąż nawet najmniejsza, nawet najmłodsza lisica zdolna jest oszukać iluzją wasze
prymitywne ludzkie zmysły.
Po raz pierwszy w życiu – powiedział po chwili – rad jestem, że mnie oszukano.
Nie jest prawdą, że wszystko zrobiłeś źle. A w nagrodę możesz dotknąć mojej
twarzy.
Odchrząknął, patrząc na kończyste zębce.
Hmm…
Iluzje są tym, o czym myślisz. Czego się lękasz. I o czym marzysz.
Słucham?
Lisica szczeknęła cicho. I odmieniła się.
Ciemne, fiołkowe oczy, płonące w bladej, trójkątnej twarzy. Kruczoczarne, sfalowane
jak burza loki kaskadą opadają na ramiona, lśnią, odbijają światło jak pawie pióra, wijąc się i
falując przy każdym poruszeniu. Usta, cudownie wąskie i blade pod pomadką. Na szyi czarna
aksamitka, na aksamitce obsydianowa gwiazda, skrząca się i śląca wokół tysięczne refleksy…
Yennefer uśmiechnęła się. A wiedźmin dotknął jej policzka.
A wtedy suchy dereń zakwitł.
A potem powiał wiatr, targnął krzakiem. Świat zniknął za zasłoną wirujących białych
płateczków.
Iluzja – usłyszał głos aguary. – Wszystko jest iluzją.
