Kategorie
Bez kategorii

St. Michael Ley Line

To jest bardzo osobista podróż, w moim zamiarze było opisanie miejsc które zdecydowałem się odwiedzić i dodać kilka historycznych faktów, ale z łatwością można znaleźć takie dobre opracowania w internecie. I dlatego bedzie więcej o doświadczeniach i poszukiwaniach. Bedąc osobą raczej wątpiącą niz wierzącą, zdecydowałem się podążać tą ścieżką miejsc mocy (bo tak bym przetłumaczył Ley Lines) co znaczy że szukam jakiegoś błogosławieństwa mocy, wsparcia lub chociaż odpowiedzi, wszyscy mamy marzenia, wszyscy mamy swoje duchowe poszukiwania, w to wierzę. Czy szukamy niebiańskich istot, czy drugiego bliskiego człowieka, czy może poprostu samego siebie ? Wszystkiego razem i osobno. Nawet jeśli wątpię jestem uduchowioną osobą. Rozpoczęłem tę podróż 6 Maja, odwiedzając Glastonbury Tor na początek, jeszcze powrócę do tego wątku. Następnie zwróciłem się w stronę Hopton w Norfolk gdzie 8 Maja Słońce wschodząc wskazując kierunek na St. Mount w Cornwalii. Mogłem sprawdzić geograficzną zgodność tego założenia używając aplikacji symulującej widok nieba w określonym miejscu i czasie (Stellarium) i kompasu.

Te dwie bramy wieży w Glastonbury wskazują na NE 60 stopni w kierunku Hopton (wschód Słońca na symulacji) oraz SW 240 stopni w kierunku St. Michael Mount. W drugą stronę w Hopton mogłem spojrzeć w strone, którą wskazywał mój cień o wschodzie, w tym samym znanym już kierunku. To były moje pierwsze odkrycia, dość logiczne i realistyczne. Czyż nie ?

W Hopton właściwie nie znalazłem nic specjalnego i magicznego. Choć jeśli ktoś lubi Caravanowe Parki ten polecam, ze względu na wybrzeże nad którym leży. Oczywiście nie mogłem tego tak zostawić i znalazłem w okolicy miejsca bardziej przyjemne, magiczne, (piękną plażę) i związane z Ley Line (jak kościół pod wezwaniem Św. Michała).

Następnym miejscem na mojej liście było Bury St. Edmunds. To bardzo stare i ważne dla historii Anglii miasto, chciałbym tylko wspomnieć historię jego patrona. Zaskakującym jest dowiedzieć się iż Św. Jerzy nie był pierwszym świętym patronem Anglii. Ten honor był początkowo nadany Edmundowi Martyr, Królowi Wschodniej Anglii w IX wieku. Urodzony w dniu Bożego Narodzenia, roku 841, Edmund zasiada na tronie Wschodniej Anglii w roku 856. Chrześcijanin z urodzenia, walczył u boku Króla Wessex Alfreda przeciwko pogańskim Vikingom i Normańskim najeźdżcą (Wielka Pogańska Armia) aż do przełomu lat 869/70, kiedy to jego siły zostały pobite a on sam porwany przez Vikingów. Nakazano mu wyrzec się wiary i podzielić władzą, lecz odmówił. Edmund został przywiązany do drzewa, ugodzony strzałami i pozbawiony głowy. To był dzień 20 Listopada. Jest powiedziane iż jego odcięta głowa połączyła się na powrót z ciałem z pomocą gadającego wilka, który strzegł głowy i wzywał potem “Hic, Hic, Hic” (“Here, Here, Here”) by zaalarmować zwolenników Edmunda. Czy to prawdziwa historia czy legenda nie wiem ale …

stare ruiny po opactwie są monumentalne, ciężko opisać ich widok, ludzie którzy budowali ten ogromny kompleks w czasach wczesnego średniowiecza musieli być pełni wiary, oddania i zdolni do czynienia cudownych rzeczy. A być może to tylko materialne dowody władzy kościoła, władców i ich wpływów. Po wiekach panowania opactwa i kościoła, czasów buntów i zamieszek, mieszkańcy miasta otrzymują prawa i własną administrację, tak oto nastają czasy reformacji i upadek władzy kościoła. Dzisiejsza Katedra przypomina raczej muszelkę wypełnioną pozostałościami dumy i pychy biskupów kiedyś tu zasiadających. Czy odczułem coś niezwykłego tam ? raczej nie, poza śmiesznym dla mnie zbiegiem okoliczności, minaowicie kilka dni wcześniej przy okazji wizyty w Glastonbury poznałem „sympatycznych” Wikingów, idealnie pasują do tej historii, wciąż bardzo polecam odwiedzić to miejsce, szczególnie ruiny.

https://www.historic-uk.com/HistoryUK/HistoryofEngland/Edmund-original-Patron-Saint-of-England/

Royston, małe niepozorne miasteczko niedaleko Cambridge. Znalazłem to miejsce wibrujące naprawde pozytywną cichą energią, jedno z bardziej tajemniczych miejsc na szlaku miejsc mocy, związane z Św. Michałem Archaniołem. To miejsce to Royston Cave. Nie ma zupełnie żadnej ewidencji historycznej na temat kiedy, kto i w jakim celu wybudował tę jaskinię, czy jest tworem naturalnym czy raczej ją wykuto. Kształtem przypomina dzban lub dzwon, a jej ściany pokrywaja raczej prymitywne w sztuce płaskorzeźby, wykonane prawdopodobnie przez jedenego człowieka. Pierwsza wzmianka pojawia się w XVIII wieku kiedy to zostaje na nowo odkryta i staje sie od tego czasu przedmiotem tajemniczych domniemań co do jej pochodzenia. Zostaje tez wtedy udostępniona dla zwiedzających co przyczynia się do jej częsciowej degradacji. Można znaleźć sporo artykułów na jej temat, mnie zaintrygował wątek Templariuszy, jakoby oni mieli swój udział w jej historii, myślę że podąże tym śladem. Poszukuje doświadczeń, lecz tak wiele informacji do mnie napływa, przyciągając mnie i kierując na drogi i ścieżki miejsc mocy. Czyżbym błądził ?

https://en.m.wikipedia.org/wiki/Royston_Cave

Sinodun Castle zwane Wittenham Clumps – to miejsce naprawdę sprawiło mój dzień przyjemnym, bez wgłębiania się w historie poprostu doświadczałem przyjemności z przebywania w naturze, oglądając przepiękne widoki. I to jest właśnie dobre doświadczenie. Powietrzny taniec Kani Rudej z rodziny jastrzębiowatych, to jest coś co przybliża mnie do niebiańskich istot. To jest miejsce do którego będę wracać ładować energię.

https://en.m.wikipedia.org/wiki/Red_kite

https://www.ancient-origins.net/ancient-places-europe/wittenham-clumps-ancient-earthworks-haunted-gods-long-forgotten-006755

CIĄG DALSZY NASTĄPI…

2 replies on “St. Michael Ley Line”

Dodaj odpowiedź do kethuprofumo Anuluj pisanie odpowiedzi

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij